Zdobycie kościoła św. Krzyża i Komendy Policji – uwieńczony powodzeniem szturm na kościół św. Krzyża i sąsiedni gmach Komendy Policji przy Krakowskim Przedmieściu przeprowadzony przez oddziały Armii Krajowej 23 sierpnia 1944 roku, w czasie powstania warszawskiego.

Komenda wraz z kościołem i sąsiednimi budynkami stanowiła silnie broniony kompleks, który wbijał się klinem w opanowane przez powstańców tereny Śródmieścia Północnego. Po blisko siedmiogodzinnej zaciętej walce żołnierze AK opanowali oba obiekty, zabili lub wzięli do niewoli ponad 110 Niemców wraz z ich dowódcą, a także zdobyli znaczne ilości broni, amunicji i innego wyposażenia.

Zdobycie kościoła św. Krzyża i Komendy Policji było jednym z największych polskich sukcesów taktycznych w czasie powstania warszawskiego.

Preludium thumb|Kościół św. Krzyża i przylegający doń z lewej strony gmach Komendy Miejskiej Policji Państwowej. Zdjęcie przedwojenne W okresie międzywojennym w kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 1 mieściła się Komenda Miejska Policji Państwowej. Z kolei czasie niemieckiej okupacji znajdowała się tam komenda polskiej „granatowej policji”. Od północy do kamienicy bezpośrednio przylegał kościół św. Krzyża (Krakowskie Przedmieście 3), a od południa – pałac Zamoyskich, będący przed wojną siedzibą Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (Nowy Świat 67/69).

W myśl powstańczych planów Krakowskie Przedmieście znajdować się miało w strefie działań VIII Zgrupowania Obwodu Śródmieście Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej. Zadanie zdobycia Komendy Policji otrzymała jego 3. kompania dowodzona przez por. Jana Piotrowskiego ps. „Lewar”. Pozostałe pododdziały VIII Zgrupowania miały opanować: Elektrownię Miejską, kampus Uniwersytetu Warszawskiego, „Dom Niemiecki” w gmachu przedwojennego pałacu Rady Ministrów oraz sąsiedni Hotel Bristol, wartownię przy Wybrzeżu Kościuszkowskim, garaże SS znajdujące się w rejonie ulic Oboźnej i Dynasy.

1 sierpnia 1944 roku 3. kompania nie zdołała opanować Komendy. Przed godziną „W” na punkcie zbornym w lokalu „Mazovia” przy ul. Mazowieckiej 8 stawił się bowiem jedynie por. „Lewar” i jego trzech żołnierzy. Było to spowodowane faktem, że żołnierze 3. kompanii pochodzili w większości z Żoliborza, Marymontu, Bielan i Powązek. Zbyt krótki czas mobilizacji oraz przedwczesny wybuch walk na Żoliborzu i Woli sprawiły, że nie zdołali dotrzeć na czas do swego oddziału.

Wobec braku broni i żołnierzy „Lewar” był zmuszony zaniechać działań ofensywnych i skupić się na odtworzeniu swego oddziału. Wkrótce stan liczebny zwiększył się dzięki napływowi spóźnionych żołnierzy 3. kompanii oraz powstańców, którzy nie zdążyli dotrzeć do swoich macierzystych oddziałów. Z pomocą ludności cywilnej przystąpiono do budowy barykad, kopania rowów łącznikowych i wybijania przejść w murach. Wieczorem 2 sierpnia pod komendą „Lewara” znajdowało się już około 70 żołnierzy i sanitariuszek, a 4 sierpnia – już 99 osób. Zasoby broni i amunicji były jednak skromne. Po siedmiu dniach walk żołnierze 3. kompanii dysponowali jedynie 4 pistoletami maszynowymi, 6 karabinami, 11 pistoletami, 180 granatami i 200 butelkami zapalającymi.

Tymczasem niedługo po rozpoczęciu walk w kwartale ulic, w którym operowała kompania „Lewara”, pojawiły się poddziały batalionu „Gustaw”, a dokładnie kompania „Grażyna” z przydzieloną jej sekcją oddziału specjalnego. Dowodził nimi ppor. Marian Krawczyk ps. „Harnaś”. Jego kompania pierwotnie miała opanować Dom Bez Kantów oraz zablokować wjazd na pl. Piłsudskiego od strony Krakowskiego Przedmieścia. Z powodu dotkliwego braku broni oraz silnego niemieckiego ostrzału z Poczty Głównej, który zablokował ul. Świętokrzyską, „Grażyna” nie zdołała jednak wykonać swego zadania. W nocy z 1 na 2 sierpnia „Harnaś” podjął próbę przedostania się pod osłoną ciemności w rejon ul. Królewskiej, lecz jego oddział zdołał dotrzeć jedynie w rejon ulic Mazowieckiej i Czackiego. 2 sierpnia „Grażyna” i oddział specjalny wzięły udział w zwycięskim natarciu na Pocztę Główną, w którego efekcie znacznie poprawiły swój stan uzbrojenia. Jeszcze tego samego dnia dołączył do nich kolejny pododdział macierzystego batalionu, tj. kompania „Genowefa” pod dowództwem por. Mieczysława Ciopy ps. „Marabut”.

2 sierpnia „Harnaś” otrzymał od kpt. Ludwika Gawrycha rozkaz wzywający go do powrotu do głównych sił batalionu „Gustaw”, przebywających w tym czasie na Woli. Podporucznik zignorował jednak rozkaz przełożonego, decydując się na pozostanie w Śródmieściu Północnym. Co więcej, przekonał por. „Marabuta”, by ten dołączył do niego wraz ze swą kompanią. Decydującą rolę odegrały tu zapewne czynniki ambicjonalne, aczkolwiek decyzja „Harnasia” została usankcjonowana przez komendanta Obwodu Śródmieście ppłk Franciszka Pfeiffera ps. „Radwan”. Zakładał on bowiem, że „Grażyna” i „Genowefa” wraz z kompanią „Lewara” utworzą nowe zgrupowanie, które będzie osłaniać siły powstańcze przed ewentualnym niemieckim natarciem z rejonu Krakowskiego Przedmieścia. Dowództwo nad zgrupowaniem miał z racji starszeństwa objąć por. „Lewar”.

Ambitny „Harnaś” nie miał zamiaru podporządkowywać się rozkazom „Lewara”. Ostatecznie udało się wypracować niepisane porozumienie w sprawie podziału zadań między poszczególnymi pododdziałami. „Lewar” zabezpieczył wlot ul. Czackiego w ul. Traugutta, lokując swą główną placówkę w gmachu PKO przy ul. Traugutta 7. „Genowefa” odpowiadała za obronę dalszej części ul. Czackiego; jej główna placówka znajdowała się w gmachu Towarzystwa Kredytowego Miejskiego przy ul. Czackiego 21/23, aczkolwiek obsadzono także parzystą stronę ulicy – frontem ku kościołowi i Komendzie. „Grażyna” zablokowała ul. Świętokrzyską.

Starcia w pierwszych tygodniach powstania W pierwszych dniach powstania Niemcy utrzymali kontrolę nad Krakowskim Przedmieściem, silnie obsadzając kampus Uniwersytetu Warszawskiego, kościół św. Krzyża, Komendę Policji oraz pałac Staszica. Ruiny pałacu Zamoyskich na rogu Nowego Światu i Świętokrzyskiej, a także kamienica Raczyńskich i ruiny gimnazjum im. św. Stanisława Kostki przy ul. Traugutta stanowiły natomiast swoistą „ziemię niczyją”. Dopiero po pewnym czasie Niemcy obsadzili teren między pl. Piłsudskiego a ul. Traugutta.

5 sierpnia z rejonu pałacu Staszica wyszło niemieckie natarcie w sile czterech czołgów i około dwóch plutonów policji. Jego celem było opanowanie linii Nowego Światu. Jeden czołg ruszył Nowym Światem, kierując się na powstańczą barykadę przy ul. Ordynackiej, pozostałe wjechały w ul. Świętokrzyską. Przed czołgami w charakterze „żywych tarcz” Niemcy pędzili kilkuset polskich cywilów, których zabrali z domów przy Krakowskim Przedmieściu i bocznych ulicach. Popełnili jednak błąd, gdyż zamiast wmieszać się w tłum zakładników, postępowali w ślad za nim. Wykorzystując ten fakt, żołnierze „Harnasia” głośnymi okrzykami wezwali cywilów do ucieczki, a gdy ci rozbiegli się lub rzucili na ziemię, zasypali policjantów gwałtownym ogniem. Zaskoczeni pozbawieniem osłony Niemcy ponieśli dotkliwe straty. W kierunku czołgów poleciały granaty i butelki zapalające. Po kilkunastominutowej walce atakujący byli zmuszeni się wycofać. Załamanie się ataku wzdłuż Świętokrzyskiej zmusiło do odwrotu także oddział nacierający w kierunku Ordynackiej. Sukces ten powstańcy przypłacili jednak bolesną stratą. W czasie walki poległ bowiem dowódca kompanii „Genowefa” por. „Marabut”.

Na widok uciekających Niemców kpt. Kazimierz Wojtczak ps. „Mandaryn” z „pułku NSZ im. Władysława Sikorskiego” wezwał żołnierzy do uderzenia na gmach Komendy, krzycząc: „Chłopcy, oni uciekają, są zdemoralizowani, naprzód do ataku”. Wezwania posłuchało kilku żołnierzy, w większości z jego macierzystego pułku. Spontaniczny i nieprzygotowany atak zakończył się tragicznie. Gdy siedmiu powstańców wbiegło na dziedziniec spalonego gmachu MSW, otworzył do nich ogień niemiecki karabin maszynowy, który był ulokowany przy otworze wybitym w murze, który odgradzał dziedziniec MSW od terenu Komendy. Czterech żołnierzy padło zabitych, a trzech zostało rannych. Koledzy nie byli w stanie przyjść rannym z pomocą, gdyż z powstańczej placówki w domu LOPP przy ul. Świętokrzyskiej 12 można było się przedostać na dziedziniec tylko przez małą furtkę, która znajdowała się pod niemieckim ostrzałem. Dopiero po upływie blisko godziny udało się wybić wyłom w murze, przez który na dziedziniec przedostał się polski sanitariusz. Jeden z rannych zdołał uciec przez wyłom, drugiego zabiła seria karabinu maszynowego z wieży kościoła św. Krzyża. Również ta droga ucieczki została zablokowana, przez co sanitariusz zdołał powrócić do swojego oddziału dopiero po zapadnięciu zmroku. Trzeci ranny zmarł w międzyczasie z upływu krwi. Dziedziniec, na którym tragicznie zakończyło się polskie natarcie, nazywano odtąd „ogrodem śmierci”.

Po śmierci por. „Marabuta” ppor. Krawczyk stał się niekwestionowanym dowódcą wszystkich pododdziałów batalionu „Gustaw”, które pozostały w Śródmieściu. 6 sierpnia powołał do życia nowe zgrupowanie, które od jego pseudonimu przyjęło nazwę „Harnaś”. Dowódca Obwodu Śródmieście zaakceptował ten fakt dokonany, a nawet zawnioskował o awans „Harnasia” do stopnia porucznika. 7 sierpnia zgrupowanie uległo wzmocnieniu, gdyż dołączyła do niego kompania batalionu „Gustaw” dowodzona przez por. Janusza Zapolskiego ps. „Janusz”, która zdołała się wycofać ze Starego Miasta przed jego ostatecznym okrążeniem przez Niemców. 12 sierpnia ppłk. „Radwan” formalnie włączył kompanię „Lewara” w skład zgrupowania „Harnaś”. W praktyce nadal operowała ona jednak jako niezależna jednostka. Powstał w ten sposób, wedle słów Roberta Bieleckiego, „dziwny stan wzajemnej tolerancji i nieformalnej współpracy, w którym nie wszystkie sprawy zostały dopowiedziane do końca”.

Do połowy sierpnia w rejonie ulic Świętokrzyskiej i Czackiego nie toczyły się poważniejsze walki. Niemcy nie przejawiali większej aktywności, ograniczając się do ostrzeliwania polskich pozycji. Często dochodziło też do pojedynków snajperskich. 15 sierpnia salwa niemieckiej wyrzutni rakietowej „Nebelwerfer” trafiła w dom przy ul. Mazowieckiej 4, zabijając dziewięciu żołnierzy kompanii „Grażyna” i ciężko raniąc wielu innych.

Szturm 23 sierpnia Przygotowania Silne niemieckie punkty oporu, którymi stały się kościół św. Krzyża i gmach Komendy Policji, wbijały się klinem w polskie pozycje, osłaniały „dzielnicę rządową” przed atakiem od południa, a także broniły dostępu do Starego Miasta i arterii komunikacyjnej wiodącej ku mostowi Kierbedzia. Z tego względu niemieckie dowództwo było zdeterminowane utrzymać oba obiekty w swoich rękach. Obsadzono je silną załogą, liczącą od 160 do 180 obrońców, w większości funkcjonariuszy policji ochronnej oraz wschodnich kolaborantów. Byli oni obficie wyposażeni w broń maszynową, a według niektórych źródeł także w dwa działka przeciwpancerne. W Komendzie przebywało ponadto od 60 do 80 „granatowych policjantów”.