Tam niedługo później, ok. 13:43, doszło do eksplozji.

Wybuch ranił przechodzącą obok przystanku starszą kobietę. Odłamki trafiły ją w rękę i nogę. Prokuratura ustaliła, że w chwili wybuchu w autobusie znajdowało się przynajmniej 41 osób.

Do zamachu użyto tzw. , podobnej do tej użytej w 2013 roku w Bostonie. Składała się ona z ok. trzylitrowego garnka ciśnieniowego wypełnionego substancją wybuchową, domowej roboty zapalnika czasowego (budzik, bateria, druty i zbita żarówka choinkowa) oraz przyklejonych na zewnątrz woreczków z nakrętkami. Substancja wybuchowa była podobna do czarnego prochu, lecz o innych proporcjach składników. Przez to nie doszło do eksplozji, lecz jedynie buchnął wysoki na parę metrów gwałtowny płomień.

Aresztowanie i proces sprawcy Po zamachu policja rozpoczęła dochodzenie mające na celu zidentyfikowanie i ujęcie tzw. bombera z Wrocławia, jak prasa ochrzciła sprawcę. Do poszukiwań oddelegowano ponad 400 policjantów, opublikowano portret pamięciowy oraz zapisy z monitoringu.