O późniejszych losach zbójnika trudno stwierdzić cokolwiek pewnego. Sabała przytaczał jeszcze dwie mało znaczące opowieści: o tym, jak Wojtek Marduła oskarżył go bezpodstawnie o kradzież świni oraz o tym, jak napadł w pojedynkę na karczmę, w której było sześćdziesięciu ludzi. Jan Kasprowicz, znający potomka (zapewne syna lub wnuka) zbójnika, wspominał o Krwawym Mardule jako staroście weselnym w Poroninie, ale tekst ma bardzo ograniczoną wartość historyczną. W niektórych źródłach Wojciech jest określany jako harnaś, co pozwala przypuszczać, że przynajmniej przez pewien czas przewodził grupie zbójników.

Wydaje się, że dla Marduły (i jego kompanii) grywał we wczesnej młodości Bartłomiej Obrochta, choć według niektórych źródeł słuchającym go zbójnikiem był Wojtek Mateja. Musiało to być około roku 1865, gdyż wcześniej Obrochta byłby zbyt młody, później spędził osiem lat na Węgrzech, a od roku 1878 był już przewodnikiem tatrzańskim. Skrzypek po latach opisywał słuchającego go zbójnika, być może Mardułę Krwawego, następująco: „seł ku muzyce ode dźwirzy tańcujęcy. Portki, za łaskom, miał zielono wysyte, serdak biały, kapelusek z takiem małem skrzelem z kostkami, pas nabity klamrami i mosięznemi guzami po pazuchy, bez ramie torbke, z pasem nabitym gwoździami. Fajke se w gębie trzimał, ciupage w garzci.