Świadkowie zdarzeń pisali o bezwolnym, bezmyślnym popłochu wycofujących się wojsk: Wyjeżdżano samochodami i sankami (…) na łeb na szyję, łamano wehikuły, gubiono skrzynie i worki i denerwowano siebie i drugich. Szczególne trudności z ucieczką mieli bolszewiccy komisarze, których jeszcze około południa mińscy kolejarze postanowili nie wypuścić z miasta.

Poważny niepokój ogarnął także mieszkańców Mińska. Eksodus bolszewików przypominał im odwrót armii carskiej w 1915 roku, co szczególnie przerażało mieszkających w Mińsku uchodźców wojennych. Z drugiej strony obawiano się innych, zdemoralizowanych oddziałów bolszewickich, które wycofując się na wschód, paliły i grabiły miejscowości leżące na drodze ich odwrotu (tak się stało m.in. z Kojdanowem). Pojawiła się plotka, jakoby do miasta zbliżały się głodne, dzikie i bezładne grupy żołnierzy bolszewickich pokonanych przez I Korpus Polski pod Osipowiczami. Szczególne obawy wyrażali mieszkający w Mińsku Polacy, przekonani, że bolszewicy widzą w nich potencjalnych wrogów. Bano się zemsty z ich strony za niepowodzenia w walce z I Korpusem Polskim. W nocy z 18 na 19 lutego polscy wywiadowcy przechwycili rozkaz dowódcy Frontu Zachodniego Aleksandra Miasnikiana, wzywający do walki z przeciwnikami władzy rewolucyjnej.