Reakcja władz w Warszawie była natychmiastowa. Powołano zespół ds. sytuacji kryzysowej i podjęto próbę wyjaśnienia sprawy. Szybko udało się zidentyfikować szefa grupy, którego oświadczenie radiowe odsłuchano w Polsce i połączono głos z osobą Floriana Kruszyka – byłego żołnierza, poszukiwanego za liczne przestępstwa. Pozostali trzej terroryści byli emigrantami zarobkowymi, których kilka miesięcy wcześniej Kruszyk zwerbował w prowadzonej przez siebie restauracji. W trakcie zamachu Kruszyk używał pseudonimu „pułkownik Wysocki”, jego zastępcą był Krzysztof Wasilewski „Kaczor”, a w akcji brali również udział Mirosław Plewiński „Sokół” oraz Marek Michalski „Ponury”.

Ponieważ Szwajcaria była przez władze polskie podejrzewana o współpracę z terrorystami w zakresie przeglądania tajnych dokumentów, Polska postanowiła wysłać zespół komandosów pod dowództwem Jerzego Dziewulskiego. W planowanie operacji zaangażowany był gen. Edwin Rozłubirski, ówczesny komisarz z ramienia Komitetu Obrony Kraju w MSW odpowiedzialnym za walkę z terroryzmem. Doradzał w zakresie taktyki i uzbrojenia funkcjonariuszom Wydziału Zabezpieczenia Komendy Stołecznej MO oraz drugiej grupie specjalnej MO ulokowanej przy lotnisku Okęcie.