Jedynymi Europejczykami w załodze był kapitan Joseph Lucas Clark (któremu towarzyszyła żona) oraz trzej oficerowie.
Statek od początku podróży zmagał się z trudnymi warunkami atmosferycznymi, których przezwyciężenie dodatkowo utrudniało nadmierne przeładowanie towarem i pasażerami. Prawdopodobnie również niekompetencja pierwszego mechanika spowodowała, że 6 sierpnia doszło najpierw do awarii pierwszego, a później obu silników oraz całkowitego zalania kotłowni. Wybite z mocowań kotły uszkodziły kadłub, który zaczął przeciekać; sztorm zerwał stawiane żagle; zapasowy komplet udało się postawić, dopiero gdy wiatr nieco się uspokoił. Cały czas pompowano wodę używając pomp ręcznych, w czym pomagała część pasażerów.
7 sierpnia kapitan nakazał załodze przygotowanie do opuszczenia szalup ratunkowych. W nocy z 7 na 8 sierpnia jedną z nich sam, wśród ogólnego zamieszania, wraz z żoną i pierwszym oficerem, opuścił pokład. Następnego ranka ich szalupę dostrzeżono z parowca SS „Scindia”, który doprowadził domniemanych rozbitków do portu w Adenie. Tam kapitan zeznał, że statek, którym dowodził zatonął, a jego drugi oficer został zamordowany przez pasażerów. W rzeczywistości pielgrzymi pod kierownictwem części załogi, która pozostała na pokładzie, zdołali wypompować znaczną część wody z „Jeddah”.