Z kolei gen. Kordian Józef Zamorski, późniejszy komendant Policji Państwowej, uważał, że śmierć żandarma miała związek z niewyjaśnionym zniknięciem gen. Włodzimierza Ostoja-Zagórskiego. Obóz Piłsudskiego i jego samego osobiście oskarżano o zamordowanie Zagórskiego, w co – wedle popularnych podówczas plotek – zamieszany miał być sam Koryzma. Historyk Andrzej Garlicki uważał jednak tę wersję za mało prawdopodobną.

Felicjan Sławoj-Składkowski w swoich wspomnieniach postawił hipotezę, że śmierć żandarma była efektem rywalizacji między urzędem śledczym Policji Państwowej a Żandarmerią Wojskową o to, która ze służb powinna zajmować się ochroną Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego, mieszkającego podówczas w Belwederze. Zgodnie z tą wersją tajny agent Policji miał strzelać w stronę Belwederu, by wykazać, że ochrona budynku jest niewystarczająca, a kule przypadkowo ugodziły stojącego na straży Koryzmę. Faktycznie ochrona Marszałka Polski spoczywała na barkach obu służb – teren wokół Belwederu obstawiały warty żandarmerii, z kolei zewnętrzny pierścień ochrony zapewniali agenci podlegli komisarzowi Policji Wacławowi Suchenkowi-Sucheckiemu. Wśród nich dużą grupę mieli stanowić dawni bojowcy Polskiej Partii Socjalistycznej.