Choćby ten Stifter, powiedział wczoraj, którego sam zawsze tak niesamowicie czciłem, że przewyższyło to niemal mój kult sztuki, jest przecież, kiedy mu się uważnie przyjrzeć, tak samo złym pisarzem, jak Bruckner, wnikliwie słuchany, złym kompozytorem, jeśli nie całkowitą miernotą. Stifter pisze okropnym stylem, w dodatku jeszcze gramatycznie poniżej krytyki (…)Thomas Bernhard, Dawni mistrzowie, tłum. Marek Kędzierski, wyd. Czytelnik.
Rozmowa zdaje się być przepełniona niechęcią, niezrozumieniem czy nawet wstrętem w stosunku do austriackiej kultury i społeczeństwa, niewrażliwego na sztukę:
Ludzie przychodzą do Kunsthistorisches Museum, ponieważ po prostu tak wypada, z żadnego innego powodu (…)
Jednak krytyka nie idzie w parze z konkretnym jej uzasadnieniem, twierdzenia są wyrażane, jak często u Bernharda, w sposób apodyktyczny, przyozdobione powtarzającymi się, wzmocnionymi wariacjami podobnie jak ma to miejsce w muzyce. Reger jest niejako ferującym wyrokami. Jednak nie przedkłada on zróżnicowanej wizji, lecz powtarza ciągle, co uważa za słuszne.
Ciągłość monologu zostaje przerwana przez spotkanie Regera z Anglikiem. Ten żyje w Walii i wydaje się być w oczach protagonisty zaskakująco sympatycznym, tak iż podziwia on nawet jego osobę jak i jego spokój i opanowanie.