Jakiś czas później wybuchła wojna. Królestwo zostało napadnięte przez potężnego wroga. Król wraz z armią wyruszył naprzeciw najeźdźcy. Królewicz-ogrodnik także chciał się zaciągnąć do armii, ale został wyśmiany. Na urąganie dano mu kulawego konia i kazano iść za wojskiem. Wówczas królewicz udał się do ciemnego lasu i zawołał Żelaznego Jana. Poprosił go o dobrego konia, ale Jan dał mu nie tylko konia, ale duży oddział zbrojnych rycerzy. Na czele tej grupy, królewicz ruszył na pole bitwy, gdzie znaczna część ludzi króla już poległa. Kiedy wydawało się, że królestwo spotka klęska, królewicz ze swoimi ludźmi natarł na wroga, rozbijając jego armię. Po zwycięstwie powrócił do Żelaznego Jana i oddał jego konia i ludzi. Do domu wrócił na swoim kulawym.
Tymczasem król, nie wiedząc komu zawdzięcza ocalenie królestwa, zarządził wielką trzydniową ucztę. Liczył na to, że tajemniczy rycerz zjawi się na niej, by złapać złote jabłko, które królewna, jego córka, miała rzucać każdego dnia. Królewicz zapragnął złapać to jabłko. Udał się do Żelaznego Jana, który obiecał pożyczyć mu zbroję. Każdego dnia królewicz był na uczcie w innej zbroi (czerwonej, białej i czarnej). Zawsze udawało mu się złapać złote jabłko, rzucane przez królewnę, ale przed końcem uczty zawsze wychodził, tak, że nikt nie mógł go rozpoznać.